O języku, który odbiera podmiotowość – artykuł ekspercki Lucyny Fidos

„Niech babcia usiądzie.” „Niech dziadek zje.”

Te zdania padają często z troską, z dobrą intencją, z chęci zaopiekowania się kimś starszym. A jednak warto zatrzymać się na chwilę i zadać sobie pytanie: dlaczego w sytuacjach bezpośrednich spotkań mówimy o seniorze, zamiast mówić do niego? Czy gdyby ta sama osoba miała 45 lat, powiedzielibyśmy o niej w trzeciej osobie, stojąc tuż obok niej?

Zamiast: „Babciu, proszę usiądź”, „Dziadku, masz ochotę coś zjeść?” wybieramy formę, która ustawia osobę starszą w trzeciej osobie. Jakby była przedmiotem ustaleń, a nie ich uczestnikiem. To drobna różnica językowa. Ale psychologicznie – znacząca.

Depersonalizacja zaczyna się od gramatyki

W psychologii relacji istnieje pojęcie depersonalizacji – sytuacji, w której człowiek przestaje być traktowany jako podmiot, a zaczyna być „kimś, kim należy się zająć”.

Kiedy mówimy „niech babcia usiądzie”, przesuwamy seniora z pozycji rozmówcy do pozycji obiektu działania. Decyzja zapada „nad nim”, a nie „z nim”. Wraz z tym przesunięciem zmienia się subtelnie układ sił w relacji. Osoba mówiąca przejmuje kontrolę. Osoba starsza staje się bierna. To subtelne. Niewidoczne. Często zupełnie nieświadome. Ale powtarzane codziennie — zaczyna mieć znaczenie.

Sprawczość to fundament dobrostanu

W starości sprawczość bywa już osłabiona przez chorobę, zależność czy ograniczenia ciała. Właśnie dlatego język ma tu szczególne znaczenie.

Psychologia od lat pokazuje, że poczucie wpływu na własne życie jest jednym z kluczowych czynników dobrostanu – niezależnie od wieku. Teoria autodeterminacji wskazuje, że autonomia, czyli możliwość decydowania o sobie, należy do podstawowych potrzeb psychicznych człowieka. Obok potrzeby relacji i kompetencji.

Gdy autonomia jest regularnie ograniczana – nawet w drobnych sprawach – rośnie poczucie bezradności, spada motywacja i pogarsza się nastrój. W badaniach nad starzeniem się wielokrotnie potwierdzono, że utrata poczucia kontroli wiąże się z wyższym poziomem depresyjności, większym wycofaniem społecznym i obniżeniem jakości życia.

Osoba starsza, która doświadcza, że decyzje zapadają „nad nią”, a nie „z nią”, częściej przestaje inicjować rozmowę, rzadziej wyraża własne potrzeby i stopniowo oddaje kolejne obszary swojego życia innym. To nie dzieje się w jednym momencie. To proces. I czasem zaczyna się od języka.

Paternalizacja – miękka forma władzy

Taki sposób mówienia bywa formą paternalizacji. To postawa, w której – w imię troski – przejmujemy decyzje za drugą osobę. Problem w tym, że opiekuńczy ton nie zawsze jest neutralny. Może nieść komunikat: „Ja wiem lepiej.” „Ty już nie musisz decydować.” Powtarzany przez lata wzmacnia zależność i bezradność. Co więcej, podobny język często kierujemy do dzieci: „Niech Adaś zje.” „Niech Zosia usiądzie.”

W relacji z małym dzieckiem taka forma może wydawać się naturalna. Ale nawet wobec dzieci warto mówić wprost — bo dziecko również uczy się sprawczości, odpowiedzialności i bycia podmiotem rozmowy. Gdy ten sam schemat przenosimy na seniorów, tworzymy niebezpieczne skojarzenie: starość jako powrót do dzieciństwa. A przecież osoba starsza nie przestaje być dorosła. Ma historię, doświadczenie, pamięć i prawo do decyzji. Zależność nie cofa jej rozwojowo.

To nie tylko sprawa rodziny – to kwestia kultury

Takie formy językowe są częścią szerszego zjawiska społecznego, jakim jest ageizm — nieuświadomiona dyskryminacja ze względu na wiek.

W debatach publicznych często mówi się o seniorach jako o „obciążeniu systemu”, „koszcie demograficznym” czy „problemie opiekuńczym”. Rzadziej jako o osobach z własnym głosem i zdaniem. Gdy kultura zaczyna mówić o grupie ludzi w trzeciej osobie, codzienny język podąża za tym wzorcem. Zaczynamy mówić o seniorach przy nich. Podejmować decyzje za nich. Uprzedzać ich odpowiedzi. To drobne rzeczy. Ale to właśnie z nich składa się atmosfera, w której człowiek czuje się widziany albo pomijany.

Szczególnie wyraźnie widać to w ochronie zdrowia. W gabinetach lekarskich często zdarza się, że personel medyczny zwraca się do rodziny zamiast do samego seniora: „Czy babcia/mama bierze leki?”, „Czy dziadek/tata współpracuje?”. Jakby osoba starsza nie była w stanie odpowiedzieć samodzielnie.

Tymczasem nawet przy ograniczeniach poznawczych czy fizycznych warto najpierw zwrócić się bezpośrednio do pacjenta. Zadać pytanie. Zostawić przestrzeń na odpowiedź. Gdy medycyna – która z definicji ma chronić życie i zdrowie – omija człowieka w rozmowie o nim, wysyła silny komunikat: nie jesteś już pełnoprawnym uczestnikiem decyzji dotyczących twojego ciała. To nie jest tylko kwestia etykiety. To kwestia godności.

Słowa budują rzeczywistość

Język nie jest neutralny. Kształtuje relacje. Ustawia role. Wyznacza granice. Czasem godność zaczyna się od prostego przesunięcia:

  • z „Niech babcia usiądzie” na „Babciu, usiądź proszę.”
  • z „Niech dziadek zje” na „Dziadku, masz ochotę coś zjeść?”

To niewielka zmiana. Ale w tej zmianie mieści się uznanie drugiego człowieka jako osoby, nie funkcji. Bo starość nie odbiera prawa do bycia rozmówcą. A troska nie musi oznaczać odebrania głosu.

to może cię zainteresować

plakat-VII-forum-ngo

VII Forum Organizacji Pozarządowych w Otwocku – program, prelegenci, zapisy

przepiśnik-1

Wesprzyj nas i odbierz Wielkanocny Przepiśnik „Przy babcinym stole”

artykul-ekspercki-5

O języku, który odbiera podmiotowość – artykuł ekspercki Lucyny Fidos

Przewijanie do góry