W rozmowie z „Sukcesem Pisanym Szminką” prezeska naszej Fundacji Roksana Góral opowiada o początkach Akcji Listy, o naszych wartościach i celach, a także o tym, dlaczego nauczenie się przyjmowania dobra bywa dla Seniorów równie trudne, jak proszenie o pomoc. Zachęcamy do lektury!
Czy pamiętasz list, który szczególnie zapadł Ci w pamięć? Taki, który sprawił, że pomyślałaś: „to naprawdę ma sens”?
Co roku trafia się więcej niż jeden taki list. One chwytają za serce. Pamiętam zdanie, które zostało ze mną na długo: „Dla mnie najważniejsze nie jest to, co dostanę, ale że ktoś przeczyta mój list.”
Jest też taki list Krystyny, 96 lat, która napisała: „Piszę do Ciebie po wielu latach, bo choć dorosłam, wciąż wierzę, że magia świąt tkwi w drobnych cudach i spełnionych marzeniach. W tym roku nie proszę o nic wielkiego, tylko o coś, co przyniosłoby mi odrobinę radości i ukojenia. Bardzo chciałabym dostać dużą maskotkę, którą można przytulić w trudniejszych chwilach. Taki prezent byłby dla mnie symbolem ciepła, spokoju i tego, że nigdy nie jest się za starym na odrobinę magii.”
Takie listy dowodzą, że ta akcja nie jest o prezentach, ale o spotkaniu dwojga ludzi.
Z drugiej strony są osoby, które zarzucają Wam, że niektóre prośby seniorów są „zbyt wygórowane”. Jak odpowiadacie na taką narrację?
Pisanie listów do Świętego Mikołaja w ramach naszej Akcji Listy to dla seniorów wyjątkowa chwila – moment, w którym mogą na nowo poczuć dziecięcą radość i przypomnieć sobie, że marzenia nie mają wieku. Niektórzy opowiadają nam, że czekają na ten moment cały rok. Niektórzy mówią, że piszą pierwszy raz od dawna albo pierwszy raz w życiu.
Pisanie listów poprzedzają często warsztaty o marzeniach, których scenariusze przygotowaliśmy dla DPS-ów – to takie momenty refleksji i nauki, jak postawić swoje potrzeby w centrum. My chcemy żeby nasi podopieczni pozwalali sobie marzyć. A kogo innego poprosić o świąteczny cud, jeśli nie świętego Mikołaja właśnie?

